środa, 24 lutego 2016

Jak być wegetarianinem i nie zwariować?

 
Wegetarianizm to rezygnacja z mięsa i ryb. 

Tak sądzisz? BŁĄD! Wegetarianizm to po prostu szacunek dla zwierząt - nie wiem czy pamiętacie z lekcji biologii, że człowiek to też zwierzę (ssak naczelny z rodziny człowiekowatych). Wegetarianizm nie ogranicza się jedynie do diety - to także rezygnacja z produktów skórzanych, z futer, z produktów testowanych na zwierzętach, i wielu, wielu innych drobnych, niepozornych czynności, które według hejterów i tak zwierzątek nie uratują. Dzisiejszy świat, pełen skór syntetycznych i parówek sojowych (o których też napiszę) wydaje się być rajem dla wegetarian, wegan, bezglutenowców i innych lewaków. KOLEJNY BŁĄD! Życie wegetarianina w XXI wieku w "Polsce w ruinie" (wyrwane z kontekstu jak każda wypowiedź każdego polityka) to jazda bez trzymanki po drodze pełnej
pułapek, zakrętów i wszelkiej maści babć i cioć na imieninach. Jak zatem nie zwariować? 4 Najczęstsze problemy typowego wegetarianina i najprostsze, czyli najlepsze odpowiedzi. Jeśli coś pominęłam - nadrobię ;)

 Dania wegetariańskie? Mamy łososia!
Klient zawsze ma rację - niezależnie od tego, co kelnerka czy kucharka sądzi na temat wszystkich diet świata. Nie wdawajmy się w dyskusję na temat tego, że ryba to mięso, że państwo wegetarianie łososia wczoraj zjedli, że w telewizji mówili... - grzecznie wyjaśnijmy, że ryb także nie jemy, i poprośmy o coś innego. Kłótnia i pouczanie nie ma sensu, chyba że zależy nam na daniu "w sosie własnym"
  
Wnusiu, zjedz, taki chudziutki jesteś ...
Babcie to istoty w kwestiach żywieniowych niepokonane. Energię i siłę do życia czerpią z faszerowania ludzi efektami swojej radosnej twórczości w kuchni. Nie ma rady - mówimy, że dziękujemy, ale zjemy dokładkę ziemniaków/sałatki - bardzo dobra babciu, naprawdę! Druga opcja - podsunięcie babci pomysłu na obiad bezmięsny - ona nie ugotuje?!
A co z kosmetykami? 
Hasło "testy na zwierzętach" zapewne większości z Was kojarzy się z biednymi, chińskimi firmami, o ile kojarzy się Wam w ogóle. Tymczasem jest to powszechnie stosowany sposób na ocenienie szkodliwości kosmetyków wypalenie oczu niewinnemu królikowi. W internecie krąży wystarczająco dużo drastycznych materiałów, w tym zdjęć - nie będę ich tutaj powielać. Garnier, Head&Shoulders, Nivea, Dove, L'Oreal ... brzmi znajomo? Te firmy znajdują się na liście testujących. Zaskoczenie? Nie dla wegetarianina, weganina czy kogokolwiek, kogo obchodzi los istot bezbronnych. Co więc kupować? I jak zapamiętać firmy nietestujące? Wiarygodną i dostępną dla każdego posiadacza smartfona jest lista notest, (co tu robią firmy wytwarzające... jedzenie? A no testują) którą można także wydrukować. Firm nietestujących wcale nie jest mało, ich produkty nie kosztują więcej niż półroczna pensja przeciętnego Kowalskiego, i można je spokojnie kupić w większości drogerii. Tematu oczywiście nie wyczerpałam, ale postaram się napisać o tym osobny post.


Czy mogę zjeść ten batonik?
W XXI wieku do jedzenia ładuje się wszystko poza jedzeniem. Truizm. Ale czy to "wszystko" aby na pewno jest wegetariańskie? Wbrew pozorom, nie wszystko wegetariańskie co bezmięsne (przekład polskiej mądrości ludowej). Znana każdemu galaretka niestety wegetarianinowi nie przejdzie przez gardło - żelatyna z kości wieprzowych. Dodatkowo olej palmowy, wokół którego narosło mnóstwo kontrowersji i nikt na dobrą sprawę nie wie czy go jeść czy nie, koszenila, podpuszczka... sporo tego prawda? W tej sytuacji mamy dwa wyjścia. Pierwsze: pomocą służy znów internet - niewegetariańskie składniki z pozoru wegetariańskich produktów można znaleźć u boga Google. Lepsze to niż kucie na pamięć listy wszystkich "E", prawda? Drugie wyjście, moim zdaniem rozsądniejsze - nie przesadzać. Gdyby wegetarianie - i w większej części weganie - przestali przejmować się, czy akurat to E jest syntetyczne czy odzwierzęce, mięsożercy nie uważaliby nas za świrów. Czy większy pożytek uzyskamy z odłożenia na półkę batona, bo ten jeden składnik czasami jest pochodzenia zwierzęcego, na opakowaniu nie ma o tym informacji (bo po co? - pomyślał producent) i lepiej nie ryzykować - a najlepiej pochwalić się tym w internecie? Czy może z pokazania naszemu otoczeniu, że nie szukamy dziury w całym i nie bojkotujemy wszystkiego co się rusza, a nasza dieta opiera się na więcej niż 3 produktach? Decyzja należy do Ciebie. Jeśli ten tok myślenia jest dla kogoś krzywdzący, niesprawiedliwy, (choć sprawiedliwość nie istnieje) i ogólnie niesłuszny - nie zmuszam nikogo do niczego.

Nie odpowiem dziś na najważniejsze, spędzające sen z powiek najgorszemu sortowi Polaków pytanie: co zrobić, gdy ktoś mówi, że my, wegetarianie, symbolizujemy Unię Europejską? Co robić, gdy w lodówce zamiast zieleniny mamy Unię? 
Nie wiem. Nie jestem w stanie Wam pomóc. Jedyne, co możemy teraz zrobić, to wyrzucić wspomnianą Unię z lodówki, przestać wreszcie malować sobie skrót "UE" na czole, wyrzucić rower i liczyć na to, że nikt nas nie rozpozna. Trzymajcie się trawożercy, i pamiętajcie: nie zwariujcie!!!



5 komentarzy:

  1. Ludzie zawsze będą gadać niewiele wiedząc, grunt to się nie przejmować kelnerką, babcią i robić swoje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kelnerkę można olać, ale babcię trzeba kochać :) oczywiście robiąc swoje!

      Usuń
  2. Byłam swego czasu wegetarianką (około 3 miesięcy, haha) ale z powodów zdrowotnych nie dałam rady dłużej i teraz musze raz na czas zjeść choć kawałek kurczaka :(
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Teksty babci:
    " Nawet kurczaka nie zjesz? Takie mięso, to nie mięso!"
    Bardzo dobry post, wgl fajny blog :) Lecę czytać dalej :D.

    Pzdr, Ruciakowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, staram się :) i znam to "przecież to nie mięso, to kurczak!"

      Usuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.