poniedziałek, 21 marca 2016

Jak kiedyś "leczono" homoseksualizm?



W XXI wieku homoseksualista ma jak pączek w maśle. Jak to? – oburzą się zaraz obrońcy praw gejów, feministek i kamieni. Jak dwie dziewczyny trzymające się za ręce mogą oberwać owym kamieniem na ulicy? Jak zadeklarowany gej ma mniejsze szanse na dostanie pracy niż kolega z identycznymi kwalifikacjami, ale z żoną i dwójką dzieci? A no tak to, że te dziewczyny mogły wyjść na ulicę trzymając się za ręce, a ten pan mógł kwalifikacje zdobyć i ubiegać się o pracę. 50, 100, 200 lat temu, ciężko byłoby to zrobić z zakładu karnego lub psychiatrycznego. Dziś powrót do przeszłości – czyli jakimi nieraz absurdalnymi, a nieraz brutalnymi metodami próbowano leczyć homoseksualistów.
Już średniowiecze miało swoje sposoby na gejów – gruszki. Przyrząd ten działał trochę jak balon – wkładany w wybrany otwór ciała, po kręceniu korbą rozszerzał się. W który otwór ciała, domyślcie się sami. Oczywiście nie służyło to leczeniu, przynajmniej nie w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Praktyki tego rodzaju miały się świetnie przez wiele stuleci – aż do początków wieku XIX, choć ich natężenie stopniowo malało. Zamiast torturować, zaczęto homoseksualistów izolować, nazywając ich orientację ”degeneracją mózgu”.
Późniejsze lata były dla "degeneratów" łaskawsze – jeśli za łaskawe uznamy
wtrącanie do więzienia za kontakty seksualne z tą samą płcią. Tak, znowu odwołam się do mojego ukochanego Oscara Wilde’a, którym katuję Was od początku istnienia bloga, i katować będę jeszcze długo. Pisarz ten, znany z „Portretu Doriana Graya” spędził dwa lata życia w więzieniu, na ciężkich robotach, bo „życzliwi” (czyt. zazdrośni) donieśli gdzie trzeba, że pan Wilde chyba nie do końca tylko z kobietami sypia. 
źródło - wikipedia
Najciekawszy pod względem przemieniania homoseksualistów w prawych i sprawiedliwych obywateli był jednak wiek XX – wiek prądu i psychoanalizy. Aż do roku 1991 homoseksualizm uznawany był za jednostkę chorobową przez WHO. W latach 30-tych zaczęły rozwijać się tzw. metody awersyjne leczenia wszystkich zaburzeń – także orientacji seksualnej. Na czym to polega? Na dostarczaniu nieprzyjemnych bodźców, głównie elektrowstrząsów lub środków farmakologicznych, razem z przedmiotem leczenia. Czyli pokazywano „pacjentom” przystojnych modeli lub seksowne modelki, jednocześnie racząc ich prądem. Po otrzymaniu przysłowiowego kija, nadchodził czas na marchewkę – drugi etap miał utrwalić pozytywne skojarzenia z osobami płci przeciwnej. Najczęściej było to – mówiąc kolokwialnie „Damy Ci zdjęcie ładnej pani a Ty zwalisz konia patrząc na nie”. Pacjenci przed podjęciem leczenia informowani byli o jego przebiegu, metodach, oraz możliwych skutkach ubocznych – np. depresji, wzmożonym niepokoju, rozstroju nerwowym. O dziwo, techniki awersyjne stosowane były powszechnie w terapii homoseksualizmu aż do lat 70-tych – także w Polsce, np. przez znanego i poważanego Zbigniewa Lwa-Starowicza, który dziś neguje skuteczność owego „zabiegu”. Używanie elektrowstrząsów przez naukowców uznawane jest za torturę, z definicji sprzeczną z etyką lekarską. 

Pomimo oficjalnego stanowiska zarówno WHO (1991), jak i Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (1973), że homoseksualizm to nie choroba, i w związku z tym – lekarstwa na niego nie ma, wielu pseudonaukowców, z duchownymi na czele, do dziś upiera się przy drugiej najpopularniejszej metodzie „leczenia” orientacji seksualnej – psychodynamicznej. Na czym polega owa metoda? Na próbach dotarcia drogą psychoanalizy do urazów z dzieciństwa, które porządnemu heterykowi poprzestawiały popęd seksualny – i wstawieniu go tą samą drogą na właściwe miejsce. O dziwo ojciec psychoanalizy – Zygmunt Freud – nie uważał homoseksualizmu za chorobę ani dewiację, co oczywiście stosującym jego metody nie przeszkadza. Wśród zwolenników techniki psychodynamicznej prym wiedzie amerykański „terapeuta” Richard Cohen, "wyleczony gej" (dowodów brak), wyrzucony z Amerykańskiego Towarzystwa Wsparcia Psychologicznego za niekompetentne i nieetyczne metody leczenia. Głosi on popieraną przez katolickich psychologów teorię, że homoseksualiści to w rzeczywistości hetero, którzy albo byli molestowani, albo mieli – TADAAM – złe relacje z rodzicem tej samej płci. Zaleca walenie rakietą tenisową w poduszkę w celu rozładowania złości na owego rodzica.
Wymyślił także tzw „terapię przytulaniem” – tłumaczyć tego nie trzeba. Na pewno jest ona bezpieczniejsza niż metoda na rakietę. Grzechem byłoby nie wspomnieć tutaj o NARTH - National Association for Research & Therapy of Homosexuality. Organizacja ta uważa i przekonuje, że homoseksualizm da się wyleczyć. Na jej czele przez lata stał Joseph Nicolosi – autor takich rewelacji, jak: „decydującym czynnikiem przemiany homo w hetero jest motywacja” „Bóg chce, abyśmy byli hetero, módlmy się o uzdrowienie to spłynie na nas heteryckość” „Nikt nie jest z natury homoseksualny, nie rodzimy się tacy, bo to sprzeczne z wolą boską”. Wiele organizacji naukowych i medycznych ocenia jego działalność jako szkodliwą – dziwne, prawda?
Tym optymistycznym akcentem muszę zakończyć dzisiejszy wywód. Choć post pisany był z przymrużeniem oka, aby wykazać absurdalność wymienionych metod – nie myślcie, że bawi mnie rażenie ludzi prądem. No, może ta rakieta tenisowa Cohena była śmieszna.

19 komentarzy:

  1. Rakieta tenisowa mnie rozwaliła, a elektowstrząsy stosuje się do dziś. Osobom cierpiącym na depresję endogenną wycinanie niekiedy kawałek mózgu, który był odpowiedzialny za wytwarzanie pewnych hormonów o ile nie pokręciłam. Z taką różnicą tylko, że homoseksualizm nie jest chorobą. To cechca którą się ma lub nie, chociaż ja tam uważam że nie ma tak do konca ludzi homo i hetero. Każda, przynajmniej kobieta z jakimi przyszło mi rozmawiać fantazjowało o seksie z kobietą. Ale serio czy musimy wszystkim na siłę się wpierdzielać do łóżek? Niech ludzie robią tam to co chcą, jak chcą i z kim chcą, a widok idącej pary lesbijskiej czy gejowskiej nie robi na mnie już żadnego wrażenia. Przeszłam nad tym do porządku dziennego :p. Fajny post, sporo ciekawostek :)
    www.tylko-szum.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko rakieta była zabawna, metoda z przytulaniem i modlitwą do Boga ze skutkiem ,,spłynięcia heteryckości" też rozśmiesza : D
    Ale to wszystko napawa też smutkiem. Ogromnym smutkiem, gdy się pomyśli, że żadna z tych metod nie miałaby miejsca gdyby ludzie (naukowcy, kowalscy, janusze, grażyny) nie mieli w zwyczaju zaglądać innym do łóżka, bo to nie ich sprawa kto z kim sypia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Starowicza podobno sami przychodzili z prośbą "niech pan zrobi żeby kręciły mnie kobiety/faceci" :)

      Usuń
  3. Widzę, że dotarłaś do tego wywiadu ze Starowiczem, o którym Ci kiedyś wspominałam.
    Tak sobie myślę, że nie tylko homoseksualizm próbuje się wyleczyć takimi dziwnymi sposobami. Przeciwnicy in vitro również prześcigają się w wymyślaniu nowatorskich sposobów leczenia bezpłodności. Nie wiem czy się śmiać czy płakać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych nowatorskich sposobach też kiedyś muszę napisać. Przynajmniej Starowicz w tym wywiadzie miał na tyle przyzwoitości, by nie ukrywać tego, co robił, i przyznać, że mógł się mylić. Nie to, co reszta "elyty" :)

      Usuń
    2. Dokładnie. Mało tego, moim zdaniem on się teraz tego wstydzi, co również zaliczam mu na plus.

      Usuń
    3. Przyznanie się do błędu to pierwszy krok do zmiany na lepsze, a on ten krok wykonał bez mrugnięcia okiem, przyznając, że homoseksualizm nie jest chorobą i nie ukrywając tego, co robił. Oby więcej takich ludzi :)

      Usuń
  4. Co do leczenia elektrowstrząsami (mówię o leczeniu chorób a nie homoseksualizmu), ostatnio słuchałam wypowiedzi psychiatry specjalizującego się w depresjach, który opowiadał na czym to współcześnie polega: czyli w znieczuleniu, celem pobudzenia jakiś-tam rejonów mózgu. Ponoć skuteczne. Nie wiem, nie wnikam, no ale skoro w znieczuleniu to już chyba z torturami wiele wspólnego nie ma. Ale jak wspomniałam - na pewno nie w ramach "leczenia z homoseksualizmu" ani "na żywca". Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie takie doraźne metody i ingerencja fizyczna w mózg jest zwyczajnie nieskuteczna i potencjalnie niebezpieczna. I skoro trzeba to przeprowadzać w znieczuleniu to tym bardziej :)

      Usuń
  5. Szkoda, że tak mało... :D. Uwielbiam o tym czytać, naprawdę. W sumie, u mnie z relacjami z tą samą płcią, czyli z matką, były i są, a najprawdopodobniej też będą złe. Zastanawiam się tylko, czy rakietka będzie bezpieczna - mogłabym nieopacznie komuś rozwalić głowę, co chyba postaci mnie w świetle jeszcze bardziej negatywnym, a wraz ze mną - całą społeczność homoseksualistek :D.

    Zawsze mi było źle, kiedy ktoś mówił tutaj o Bogu, bo to też jego dzieło. Jestem jego dziełem, po coś mam taką, a nie inną orientację. Jednak staram się być dobra dla ludzi, staram się im ufać, pomagać. Jeżeli jednak po śmierci nie wpuszczą mnie do nieba, to przyjdę do ciebie i online będę nawiedzać bloga, strasząc innych konsekwencjami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarze z zaświatów brzmią kusząco :) a co do rakietki tenisowej - polecam wyjść w plener i upewnić się, że w pobliżu nie ma potencjalnych ofiar. Zamiast rakietki myślę że jakiś kij do baseballa się nada :)
      A co do modlitwy, Boga i religii - myślę, że pan Nicolosi ani z nim o tym nie rozmawiał, ani nie czytał jego myśli, więc nie powinien mówić w jego imieniu, bo może się przeliczyć.

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że tacy jak on się przeliczą i będzie im... policzone :D. Hm... kij do baseballa, chyba sąsiad ostatnio miał...

      Usuń
  6. Przeraża mnie to, że wiele nieakceptowalnych społecznie zachowań próbuje się usilnie leczyć takimi metodami, jakby było jedynie słuszne zachowanie. Zmiana za wszelką cenę, na siłę, wbrew woli i racjonalnego uzasadnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej kazać komuś się zmienić niż zmienić się samemu niestety.

      Usuń
  7. Elektrowstrząsy? Serio? Jestem w szoku. Wiedziałam, że homoseksualiści nie mieli lekko, ale takie "metody" to już masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najciekawsze jest że oni sami się zgłaszali na takie terapie :)

      Usuń
  8. Ten post pokazuje tylko ludzkie ograniczenie i hipokryzję. Ile się słyszy o postaciach historycznych, które utrzymywały kontakty seksualne z osobami tej samej płci? Jest jakiś cesarz rzymski bodajże, który nie dość, że organizował męskie orgie, to jeszcze poza dwoma żonami miał też męża. Kuzynka Stefana Batorego regularnie sypiała z kobietami. Podobno Hitler miał męskich kochanków, z którymi się nie ukrywal. Z jednej strony tyle dowodów na to, ze homoseksualizm i biseksualizm towarzyszy nam od początków ludzkości, a z drugiej katowanie gejów i lesbijek prądem i więzieniem? Żałosne.
    Za to post bardzo dobry, trzymasz poziom :p.
    http://would-be-vikings.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.