środa, 2 marca 2016

LGBT w sztuce - czyli znów zaginamy Janusza Polaka :)

Homoseksualizm to wymysł XXI wieku – mówi mój blogowy konsultant Janusz Polak. - Pajace jakieś, faceci w kieckach, baby w dresach, co to w ogóle jest? Ten projektant mody pedał mówi, że robi sztukę? A co ci dewianci mogą wnieść do sztuki? – Janusz zapala papierosa (marki nie podam, bo lokowanie produktu) i gniewnie przeskakuje z kanału na kanał. Grażyna w kuchni jak zawsze smaży schabowe.
Ano, mogą dużo wnieść. Zła wiadomość? Mam jeszcze gorszą – wnoszą od tysięcy lat. Malarze, pisarze, filozofowie, wreszcie filmowcy, twórcy i bohaterowie dzieł – dla każdego coś fajnego, do wyboru do koloru,. Część pierwsza – bo ci dewianci stworzyli tak dużo wszystkiego (!), że jeden post tego nie udźwignie. Janusz odwraca głowę i
nie słucha. Nie popełniajcie jego błędu.


1. Rent
Musical broadwayowski, napisany przez Jonathana Larsona, zekranizowany przez Chrisa Columbusa Gej, lesbijka, biseksualistka, crossdresser, nawet jedna para hetero się znalazła! Film porusza wiele trudnych tematów: seksualność, pieniądze, a raczej ich brak, HIV, problemy biednych artystów, narkotyki… Niespełniony muzyk, młoda tancerka, przebojowa performerka, ubogi reżyser: bohema lat 80-tych kontra konformistyczne społeczeństwo, i tytułowy „rent” czyli czynsz, którego bohaterowie nie są w stanie zapłacić. Zamiast nudnego streszczenia trailer ;)

 Naturalność i niewymuszoność postaci, genialna muzyka, poruszanie kochanych przez media problemów – przepis na sukces? A jednak, pomimo pozytywnych recenzji, film mało popularny, czego ja sama nie rozumiem. Jedyne co mogę dla niego zrobić, to polecić go każdemu z czystym sercem.


2. Mój Giovanni – James Baldwin
Kolejna nieznana nikomu pozycja – a szkoda. Wzruszająca, nieco przeintelektualizowana opowieść, o miłości dwóch mężczyzn w Paryżu – moim ukochanym Paryżu. Tragiczne zakończenie zostało zapowiedziane już na pierwszej stronie, co jednak w żaden sposób nie zniechęca do czytania. Główny bohater jest rozdarty między własnymi uczuciami, a lękiem przed homofobicznym społeczeństwem i, co tu kryć, własną wygodą. Przecież lepiej jest żyć za pieniądze ojca w akceptowanym przez ludzi związku z kobietą, niż za marne grosze z niezrównoważonym emocjonalnie facetem na jakimś zadupiu. Momentami wzbudza litość, momentami odrazę – takie postaci lubię. Tytułowy Giovanni wzbudza tylko współczucie. Książka trudno dostępna, zapomniana, niedoceniona – ale jak to mówią, kto szuka ten znajdzie. Ja znalazłam – Ty też możesz.


3. Platon
Tak, homoseksualizm istniał już w starożytnej Grecji. Miłość mężczyzn była uznawana za „lepszą” niż miłość heteroseksualna – świadczą o tym dobitnie dzieła Platona. Jak pamiętamy ze szkoły, był on uczniem Sokratesa, i spisał większość jego nauk. W szkołach niestety, jak to w szkołach, przerabia się te najnudniejsze dzieła, a po szkole już nikt do Platona nie wraca (ignoranci!). W „Uczcie” Fajdros (tak, ten Fajdros – zainteresowani wiedzą o kogo chodzi), Pauzaniusz i Arystofanes mówią o wyższości miłości homoseksualnej nad heteroseksualną, oczywiście między mężczyznami jak to Grecy, natomiast pijany Alkibiades wprost opowiada o swoim uczuciu do – także obecnego w dialogu – Sokratesa. „Uczta” zazwyczaj w podręcznikach do polskiego nie jest nawet wymieniana – czy kogoś to dziwi? Platon przedstawiany jest jako uczeń Sokratesa, i pozostawiany w jego cieniu. Niesłusznie.

4. Andy Warhol
źródło - wikipedia
Tego pana nie trzeba nikomu przedstawiać. Czołowy twórca pop-artu, malarz, reżyser, pisarz, rzeźbiarz, słowem – człowiek renesansu. Był homoseksualistą, choć w wypowiedziach medialnych unikał tego tematu, a na początku kariery ukrywał się ze swoją orientacją. Wiele osób pojawiających się w dziełach Warhola, zwanych „Warhol Superstars”, było transseksualnych – co społeczeństwo ignorowało. Holly Woodlawn, Candy Darling, Jackie Curtis – lista współpracujących z nim trans i drag queen jest długa. Sam Warhol powiedział „Każdy będzie miał kiedyś swoje 15 minut sławy” – te 15 minut właśnie im dawał.

5. Xavier Dolan
źródło - wikipedia
Kanadyjski reżyser, o którym można opowiadać godzinami. W wielu swoich filmach porusza temat homoseksualizmu – pierwszy raz zrobił to w wielokrotnie nagradzanym „zabiłem moją matkę” dramacie z wątkami autobiograficznymi. Trudne relacje matki i syna, pokazane z wielkim rozmachem, w specyficznym dla Dolana stylu, przyniosły mu trzy nagrody w Cannes i nominację do Cezara. Dolan „wyreżyserował sobie” sukces mając zaledwie 19 lat. Powrócił do tematu 5 lat później w filmie „Mommy” za co – bardzo słusznie zresztą – Cezara otrzymał. Inne jego produkcje godne polecenia to „Wyśnione miłości” (moje ulubione!) „Tom” „Na zawsze Laurence”. Klimat, jaki Dolan kreuje, jest specyficzny i łatwy do rozpoznania – dużo cichych momentów, urwanych rozmów, zbliżeń na zamyślone postaci, ograniczona rola muzyki – co nie znaczy, że żadna. Jeden z niewielu współczesnych artystów godnych polecenia ;) (kto się nie zgadza niech pierwszy rzuci kamień). Poniżej trailer "Wyśnionych miłości"
 

Koniec części pierwszej. Następny odcinek wkrótce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.