niedziela, 17 kwietnia 2016

Gdy gej chciałby miec dziecko...



Temat-rzeka. Najczęściej poruszany, gdy trzeba zająć społeczeństwo czymś innym niż aborcja i in vitro, aby ukryć niewygodne ustawy wędrujące raźno przez sejm i senat prosto pod prezydenckie pióro. Adopcja dzieci przez pary homoseksualne – czyli miłość kontra utarty schemat rodziny. W świetle polskiego prawa pary jednopłciowe nie mają nawet możliwości zawarcia związku małżeńskiego – o adopcji nie wspominając. Gdzie więc tkwi problem i jak go rozwiązać – jeśli się da?

Że Polska krajem konserwatywnym jest – to truizm. Wszelkie insynuacje na temat naszej nowoczesności, na temat rozwoju technologicznego, szerokich kontaktów międzynarodowych należy poprzedzić kilkoma… no dobra, kilkudziesięcioma aktami i przepisami prawnymi, dostosowanymi do zasad Kościoła. „Homoseksualizm to grzech! Dewiacja! Choroba!” – krzyczą skrajne, pseudokatolickie towarzystwa. Pseudokatolickie, ponieważ Pismo Święte nakazuje kochać bliźniego swego jak siebie samego – czego osoby wykrzykujące przytoczone hasła nie uwzględniają. A wykrzykują coraz głośniej i coraz agresywniej, bez żadnych konsekwencji. Jak w takim społeczeństwie pary jednopłciowe mają ubiegać się o prawo do adopcji? Czy projekt ustawy, która by to umożliwiła, uzyskałby w sejmie te magiczne 50% głosów? Czy zostałby chociaż zaakceptowany przez komisję? Nie sądzę.
Powodów takiego stanu rzeczy jest mnóstwo. Najważniejszym z nich – i nie chcę tu nikogo obrażać – jest podciąganie swoich przekonań i fobii pod religię. Tak, tak, podciąganie. Piętnowanie ludzi, którzy odstają od przyjętej przez pewne środowisko normy, zwykle spotyka się z dezaprobatą innych, liberalniejszych środowisk. Ale gdy umotywujemy te twierdzenia religią, która wciąż w społeczeństwie dominuje, to niewielu się do nas kolokwialnie mówiąc przyczepi. Dużo par homoseksualnych lub singli mimo wszystko wychowuje dzieci – są to zazwyczaj biologiczne dzieci jednego z partnerów. Ale wówczas tylko biologiczny ojciec lub matka jest także prawnym opiekunem. Rozwiązanie połowiczne, ale czy w obecnej sytuacji istnieje lepsze?

Ludzie przeciwni adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, poza argumentami typu „grrr, dewianci, do piekła!” często zwracają uwagę na dyskryminację, prześladowania w szkołach, w pracy itd. Niewinnego malucha wpuścić do jaskini lwa, bo się dwóm facetom zachciało normalnej rodziny? Nigdy w życiu! Ofiarą tzw „fali” może paść każdy – rudy, nieśmiały, piegowaty, biedny, więc dlaczego nie napiętnować także wychowywanego przez parę homoseksualną? Dzieci bardzo często powielają zachowania i poglądy swoich rodziców – do prześladowania jeden krok. Ale czy to jest powód, aby nie pozwolić dwójce kochających się ludzi na adopcję? Nie. Jest to sygnał, że należy nad społeczeństwem popracować, i zamiast pogłębiać negatywne opinie o LGBT, walczyć z nimi. Pokazać, że homoseksualiści to tacy sami ludzie, jak heteroseksualni. Pracujący, pragnący stabilnego związku i szczęśliwej rodziny, a nie banda rozwrzeszczanych kretynów. Pozwoli to stworzyć dobre warunki dla dzieci wychowywanych przez dwóch tatusiów lub dwie mamusie, i ograniczyć wytykanie palcami „tych dewiantów”.

Bardzo często rzesze niezidentyfikowanych ekspertów stwierdzają, że brak wzorca męskiego lub kobiecego zakłóca prawidłowy rozwój człowieka, powoduje liczne zaburzenia i dysfunkcje, słowem: jest jednoznacznie i niezaprzeczalnie zły. Tą tezą często posiłkują się niektórzy „specjaliści ds. wszystkiego” gdy mówią, że syn gejów także będzie gejem – bo przecież orientacja jest dziedziczna, dlatego wszyscy jesteśmy szczęśliwi i heteroseksualni. A nawet jak nie będzie gejem, to będzie transwestytą. Tego rodzaju argumenty, przez ludzi inteligentnych zbywane śmiechem, bardzo często trafiają na pierwsze strony gazet i jako temat dnia do wiadomości. Bo szokujące, kontrowersyjne. A co z tą nowinką zrobi przeciętny odbiorca? Uwierzy lub nie. Autor wypowiedzi zwykle żadnych konsekwencji nie ponosi. Wolność słowa.

Jaka jest więc szansa na przyznanie prawa do adopcji parom tej samej płci? W obecnej sytuacji, niestety niewielka. Nawet osoby homoseksualne mówią, że w tym kraju nie chciałyby wychowywać dziecka, bo boją się wykluczenia i wytykania palcami w szkołach, przedszkolach, na placach zabaw. Jednej, skutecznej recepty na zmianę tego stanu rzeczy jeszcze nie wynaleziono – przynajmniej w naszym kraju. U nas lepszą rodziną jest małżeństwo żyjących z zasiłku i projektu 500+ alkoholików, niż niemałżeństwo dwójki kochających się, uczciwie pracujących mężczyzn lub kobiet.

4 komentarze:

  1. Póki kler będzie rzeczywistym rządzącym w Polsce, póki promowana będzie kopulacja za 500zł., tworząca pokolenie degeneratów, wzorem swoich rodziców, którzy w alkoholowym amoku oddali się seksualnej "inwestycji" w celu uzyskania kolejnego pińcet, póki lepszym ojcem jest tyran i alkoholik, a matka, dziwka, też alkoholiczka, póty w naszym kraju nie będzie zgody na chociażby związki homoseksualne, o posiadaniu przez nie dzieci nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym brakiem wzorca damskiego lub męskiego może być i nawet prawda, ale co to za argument? Dzieci w domach dziecka nie mają żadnego wzorca normalnej rodziny. A co z dziećmi samotnych matek? Może obowiązkowo dokwaterwac takiej jakiegoś faceta, co by dziecko wzorzec miało? Heh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdy samotny ojciec wykonuje wszystkie obowiązki domowe bo nie stać go na sprzątaczkę i kucharkę, to taki wzorzec 2w1?

      Usuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.