poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Największe szczęście świata to ... (wpis gościnny)

Tekst gościnny autorstwa Angeliny Caligo, młodej i ambitnej pisarki i blogerki. Jedna z pierwszych w blogosferze pisząca o życiu codziennym lesbijek - bardzo wymowna nazwa Polki gorszego sortu, i pierwsza która pokazała mi, jak szerokie można mieć perspektywy. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam smacznego :)

Nie jesz dobrych rzeczy, nie szanujesz życia.
Dużo, dużo jedzenia. Lodówki jedzenia. Jedzenie w każdym miejscu na ziemi. Jedzenie dla wszystkich – jeżeli pójdę na paradę równości w tym roku, to takie napisy będę nosić na transparentach. A co, skoro wszyscy tam gadają o seksie, a nie o koniecznej równości między parami, to ja mogę sobie gadać o największym dobru tego świata.
Nawet ostatnio miałam przyjemność słuchać tego szeptania: Puk, puk, jesteś tam? No, wstawaj. Zaraz musisz wyjść, a przecież beze mnie nie wypada. Będę smutny i zostanę gdzieś daleko, hen. Ukryję się. I zginę. Nikt tego nie lubi. A ty jeszcze mnie kochasz, chociaż nie chcesz tego mówić głośno, prawda? Spokojnie. Aż tak cię nie wsypię. Pamiętasz, kiedy byłaś dzieckiem, uwielbiałaś watę cukrową. Kojarzysz nadal ten smak? Miękka, klejąca się do palców puszysta masa. Było ci po niej cholernie niedobrze, ale co z tego – zapchałaś się jeszcze odpustowymi orzeszkami, żelkami i… ostatnio potrafiłaś wcisnąć w siebie kilka baklav, pamiętasz? Wrzesień, święto kwiatów, Skierniewice; kręciło ci się z tego szczęścia w głowie.



Teraz w sumie jesteś naprawdę dobra w mojej konkurencji. Widać po brzuszku i umiejętnościach. Ostatnio strasznie dobrze gotujesz, a i ciasta zaczynają ci wychodzić. Aż zacieram ręce. Niedługo szereg urodzin, zrobisz kopiec kreta? A na święta kilka rodzajów piernika? Pamiętaj, że na rozpoczęcie studiów też powinnaś coś upiec. A na obiad? No, obiady codziennie obowiązkowo – jesteś mistrzem, potrafisz opróżniać lodówkę i robić z resztek cuda na kiju. Pamiętasz ostatnią, warzywną tortillę? Kochasz jedzenie, nie mów, że nie, nie kłam, wszystko widzę! Aż się uśmiechasz, dumna jak paw.
Masz ochotę na coś świetnego, prawda? Nie starczają ci zwykłe kolacje; oglądasz za to nagminnie Tasty. To strona na FB, która dobije kogoś na diecie. Nie, nie ścisłej – jakiejkolwiek. Minutowe filmiki napędzają w tobie machinę zagłady. Masz ochotę rzucić się na kuchenkę, rzucić wszystko inne, włącznie z pisaniem i swoją kobietą, i gotować, śmiejąc się przy tym jak uduchowiony szaleniec. Nie, nie zwariowałaś, spokojnie. Na szczęście nie do końca rozumiesz angielski…
 Co zjesz w weekend? Ta myśl towarzyszy ci przez cały tydzień. Drżysz z niepewności, jaki dwudaniowy obiad postawią na stole, jeszcze przynajmniej przez miesiąc. Potem myślisz, co ty będziesz robić partnerce, czym ją zadowalać i paść się dalej. Nie ma jednak w tym nic złego. Piękne w uzależnieniach są chwile zwycięstwa nad rzeczywistością. Co to będzie? Polędwiczki grillowane z mocnymi, prowansalskimi przyprawami? Nie, cii, na blogu wege mówić o mięchu nie będę! Za to pozostanę przy Prowansji…. Ratatouille? Tylko takie oryginalne, gdy plasterki aromatycznych warzyw ułożone są idealnie, tworząc niezszarganą chaosem całość… A na szybką imprezę w weekend? Może… nadziewane połówki czerwonej papryki pomidorkami koktajlowymi (takie są teraz dobre!), pesto i serem? Widzisz, mam dużo pomysłów. A na koreczki do piwa, nachosy z domowym sosem…? A może ziemniaczana zapiekanka z kilkoma warstwami sera, papryki i cebulki…? Pamiętajcie, że najlepszy do zapiekanek jest chedar!

I tak to jedzenie do mnie mówi. Codziennie. To tylko jakaś marna próbka wyjścia z mojej świadomości i zjedzenia… żywcem. Pamiętajmy jednak, że nieważne, że jedzenie tuczy, rzeczywiście morduje za życia czy wykorzystuje słabość człowieka. Jest, bądź co bądź, naszym przyjacielem i każdy powinien nauczyć się gotować czy przyrządzać, a nawet piec, ulubione dania, by przeżywać dzień lepiej. Jedzenie uczy śmieszyć. Jedzenie uszczęśliwia.
Jedzenie was wyzwoli.

9 komentarzy:

  1. Angela Ty Łobuzie głodna się zrobiłam przez Ciebie :D ale ok - jabłko przeżuwam, może nie umrę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem zwolennikiem złotego środka, czyli jedzenia wszystkiego, ale z umiarem. uwielbiam ciasta (również piec), dobrze przyrządzone mięsa i sałatki. Staram się jednak pamiętać, że jem by żyć, a nie żyję by jeść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich chwilach doceniam swój ultraszybki metabolizm :)

      Usuń
    2. Kasia bo przestanę Cię lubić :D za ten metabolizm oczywiście :D

      Usuń
  3. Oj nawet nie wspominaj mi o jedzeniu. Ja każdego dnia walczę z nim. Wolę się pilnować co nie zawsze wychodzi, bo jeśli nie będę tego robiła to będę jak kulka okrągła (tzn gruba) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tekst o jedzeniu jako uszczęśliwiaczu skojarzył mi się trochę z antyutopią, a la pan Huxley, gdzie pełny brzuch ogłupia i nie każe walczyć :D Za dużo mrocznego science fiction czytam ostatnio chyba XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę pełny brzuch od walki w wiekszosci przypadkow mimo wszystko :)

      Usuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.