piątek, 1 kwietnia 2016

No hej, co tam?

Jako osoba spędzająca trochę czasu na portalach/grupach dla LGBT, pragnę zwrócić Wam uwagę na ciekawe zjawisko. Nazywa się „Hej, co tam?”. Czy występuje na innych czatach, serwisach dla singli z aspiracjami i pozostałych wynalazkach dla zagubionych w internecie – nie wiem. Na społecznościach wszelakich dla LGBT jest to codzienność.


Można pomyśleć – wspaniale! Wszyscy interesują się tym, co u mnie! Wszyscy chcą wiedzieć, jak poszedł egzamin na prawo jazdy, jak sesja, jak było na piwie z przyjaciółmi. „Co tam?” jako początek rozmowy, jako opis do selfie, jako komentarz do cudzego selfie. Chciałoby się krzyczeć – cóż za zainteresowani rozmówcą ludzie! Cóż za piękny kraj! …ups, pudło. Uwaga, będę narzekać! Gdy odpowiesz na to pytanie, w odpowiedzi przeczytasz „aha” „mhm” „spoko” „to fajnie” „ok.” i mnóstwo innych monosylab spędzających polonistom sen z powiek. Po co taki ktoś o to pyta, skoro go to nie interesuje? Przynajmniej wiadomo, dlaczego zadaje publicznie bądź prywatnie to pytanie kilkanaście razy dziennie. Takie rozmowy kończą się szybciej niż autobusy uciekają. To ponarzekałam.
Ale wyjaśnijmy, czemu służy to pytanie. Moim skromnym zdaniem, jest to najgorszy z możliwych początków konwersacji na jaki homo sapiens mógł wpaść. Chętnie porozwodziłabym się nad chronicznym brakiem znaku zapytania na końcu tego pytania, jednak na interpunkcję, a raczej jej nieobecność wśród młodzieży, żalić się będę kiedy indziej. Funkcja mitycznego „Hej, co tam?/ hej co tam/ hej crb (co robisz?)” jest jedna – zrobić coś z niczego. Czyli zrobić rozmowę gdy nie wiemy niczego o rozmówcy. Zaraz, skoro nasza wiedza o drugiej osobie to na początku konwersacji tabula rasa Locke’a… czy nie miałoby większego sensu zapytać „gdzie się uczysz/studiujesz/pracujesz?” albo o ulubioną muzykę, książki, filmy, o pasję? Dobrze myślisz – to MA więcej sensu. Niestety, dużo ludzi z tejże opcji nie korzysta, i nawet ma ku temu dwa sensowne powody. Jakie?

Pierwszy jest dość prozaiczny – pytającego „Hej, co tam?” rozmówca nie obchodzi. Szukał partnera nie do dialogu, a do monologu. On jest chytrym, rudym lisem: wie, że dostanie odpowiedź zakończoną na „a tam?/a u Ciebie?”. Bezczelnie wykorzysta zwykłą grzeczność i dobre wychowanie innych, aby opowiedzieć im pasjonującą historię swojego życia. Zaleje niczego nieświadomego zjadacza chleba falą informacji, jakich się nie spodziewał, i które go na dobrą sprawę nie obchodzą – ale znów dobre wychowanie nie pozwoli odpisać „jebie mnie to”. Szukający rozmówcy jest tutaj profesorem Snape’m, a rybka złapana na haczyk myślodsiewnią. Myślodsiewnia to kamienna misa. Ona nie mówi.
Drugi przypadek – uwaga, teraz użyję WYOLBRZYMIENIA aby nadać tekstowi charakter IRONICZNY: osoba taka zajmuje się w życiu jedynie pisaniem o dupie Marynie z przypadkowymi internautami. Skoro ciągle szuka kogoś do rozmowy, oznacza to, że wolnego czasu niczym innym nie wypełnia. Zamiast w szkole na lekcjach próbować się czegoś nauczyć, pisze z randomami. Zamiast po szkole iść gdzieś z przyjaciółmi, pisze z randomami. Zamiast w weekend poczytać książkę, iść do kina, poszydełkować czy porobić cokolwiek, pisze z randomami. Czy ktoś taki jest interesującym rozmówcą? Nie sądzę. Stąd też wymiana zdań banalnie się zaczyna i szybko kończy. I co dalej? Trzeba znaleźć kolejną ofiarę i zanudzić ją swoimi „aha” „mhm” „ok.” „to spoko” „hehe” „xd” i innymi ambitnymi wypowiedziami.
Ja widząc to mityczne „Hej, co tam?” z większą bądź mniejszą ilością błędów, dostaję gęsiej skórki. Zaczynam się trząść, wić, moje serce wali z prędkością 8714924 uderzeń na sekundę. Nie reaguję na takie podpisy wspomnianych selfie, gorzej, gdy w wiadomości prywatnej takie pytanie otrzymam. Wtedy nie odpisuję, modląc się, by ta osoba szybko o mnie zapomniała. Nie zawsze mam to szczęście – zdarza się, że zostaję później spytana „czemu nie odp?”, pouczona „aha fajnie, ja piszę a Ty nic a przeczytałaś, fchuj miło” lub zwyzywana, czego z szacunku do moich myślących czytelników nie zacytuję. Ewentualnie dostaję blokadę w prezencie – i dobrze!
Zanim skomentujesz – przeczytaj tekst, jaki widnieje obok pola komentarze, pozwoli to uniknąć nieporozumień :)

34 komentarze:

  1. też nie cierpię jak ktoś odpowiada 'aha' czy 'yhy'... z zainteresowaniem nie ma to nic wspólnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw pytają co u Ciebie a potem zero odzewu. Gdzie tu logika? :)

      Usuń
  2. Ja już nawet przestałam odpowiadać na to "hej, co tam?"

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli widzę, że nie tylko ja reaguję alergicznie na to pytanie i zaraz też mam najgorsze przeczucia, gdy wyświetli mi się w różnych miejscach w sieci. Jak widać, ewolucja po prostu nie zawsze idzie w dobrą stronę, a na pewno nie ewolucja społeczna. Bo jakby nie patrzeć, słynne to nasze kochane "co tam" wyrosło z innego, zadawanego na odczep "co u ciebie słychać" w realnym wiecie, kiedy to wpadało się na znajomych, których nie widziało się od lat. Pytasz przez grzeczność, bo wypada, skoro już się zderzyliście, chociaż za cholerę cię to nie interesuje. Ale tego wymagał jakiś konwenans. A teraz w sieci...nawet i konwenansem tego wyjaśnić nie idzie. Ktoś pyta...bo pyta? Brak logiki w tym wszystkim i tej ewolucji. Ciekawe, gdzie "co tam" i monosylaby nas zaprowadzą. Cóż, na pewno nie na wyżyny prawdziwych intelektualnie żarliwych dyskusji. Przez to pytanie "co tam" mam wrażenie, że naprawdę coraz mniej potrafimy prawdziwie konwersować, słuchać i odpowiadać. Taki trochę symbol się z tego zrobił. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I sama nie wiesz co masz odpowiedzieć, bo obcemu człowiekowi raczej nie bedziesz się zwierzać :)

      Usuń
  4. Oj skąd ja to znam... To samo tyczy się sytuacji kiedy masz urodziny: dostajesz na tablicy na facebook'u posty w stylu "sto lat" od osób, których w ogóle nie znasz!
    Jaki to ma sens?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takich życzeń nie składam, jak ktoś mi bliski urodziny ma to dzwonię, piszę wiadomość prywatną albo się spotykam z tą osobą :)

      Usuń
  5. Znam to w wersji hi how are you kiedy uczyłam się angielskiego na forach, jak to mnie drażniło;p do znajomych piszę co tam, bo oni wtedy piszą co tam się u nich dzieję, a nie ok a tam, pewnie słusznie zakładają że jak już pytam to chce wiedzieć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomym jeszcze wiesz co odpowiedzieć, ale obcym? :)

      Usuń
  6. Osobiście przestałam odpowiadać na to jakże wspaniałe pytanie po tym, jak na końcu sama zadawałam bardziej konkretne pytanie i w odpowiedzi zaczynałam dostawać komentarze, że nawet nie zapytam co u mojego rozmówcy słychać. Jednak według mnie, lepiej jest zadać pytanie, w którym uzyskamy bardziej rozwiniętą odpowiedz od "spoko". Niestety nie każdemu to pasuje, bo muszą wysilić się na napisanie więcej niż pięciu liter, a myślenie boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co zrobić, gdy na konkretne pytania nie dostajesz odpowiedzi bo rozmówca jest człowiekiem, którego jak to pięknie ujęłaś "myślenie boli"?

      Usuń
  7. Mnie tez strasznie wkurwia gdy ktos pisze do mnie "hej co tam" albo jakies "nom" itd.
    Cóż ewolucja myślenia u niektórych się cofa tak jak polityka w Państwie Polskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te teksty istnialy jeszcze zanim polityka weszła w fazę regresji :)

      Usuń
  8. Mię równie brutalnie po umyśle gwałci pytanie: CO SŁYCHAĆ? U mnie wtedy najczęściej w odpowiedzi pada tytuł aktualnie ulubionej piosenki i robi się niezręcznie;)
    Pozdrawiam ciepło, spokojnego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Racja osoba, która sie mnie pytam "co tam" liczy na odpowiedź spkk a tm" Wkurza mnie to bo póżniej sie okazuje, że rozmówca, ani troche nie interesuje so "co u mnie"

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się niczego innego nie spodziewam po pisaniu z randomami, chooociaż raz może na 3492359857 lat zdarzy się sytuacja, gdzie wywiąże się ciekawa dyskusja, miła wymiana zdań i poglądów.
    PS Proponuję trochę mniej hejtu, bo o ile rozumiem posta, to ten wpis z boku trochę straszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wpis jest autorstwa adminki nr 2, która wszystko zza kulis obserwuje i wyciąga odpowiednie wnioski :) hejt jest skierowany na spamerów, którzy pomimo upomnień nadal uparcie wrzucają linki do siebie, gdy z mojego wpisu przeczytali może 3 zdania :)

      Usuń
  11. Uśmiałam się, ale niestety, to sama prawda... A to już takie zabawne nie jest :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy ktoś nęka Cię takimi pytaniami, to przestaje być zabawne :)

      Usuń
  12. Nie piszę specjalnie z randomami, jedynie z ludźmi z blogów, to są akurat interesujący rozmówcy, zawsze się na jakiś konkretny temat pogada. Niemniej nie lubię tego pytania w realu... pod każdą postacią "co tam", "co słychać", "jak leci", "co powiesz" (ooo, to jest chyba najgorsze :P). Zawsze jestem wtedy skonsternowana, bo po prostu nie wiem, co na to odpowiedzieć. Nie wiem w sumie czemu, może dlatego, że to zbyt ogólne pytanie. W każdym razie zawsze mnie zbija z tropu jakoś xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Sama prawda! Przyznaję się, że jakiś czas siedziałam na różnych portalach, na których można poznać nowych ludzi i 9 na 10 wiadomości, które dostawałam to było "Hej, co tam?". Odpisywałam dla tej 1 na 10 osób, które okazywały się ciekawymi rozmówcami. Nie skazujmy "hejcotama" na potępienie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Z czateriowych moich czasów, większość rozmów wyglądała tak: "cze, skad kk, ile lat?" z prędkością karabinu maszynowego... aaa i jeszcze "maszfoto?". Widzę, że przez lata się nic nie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich czasów... teraz to tylko snapami rozmawiają :)

      Usuń
    2. Dopiero niedawno się dowiedziałam cototo i doszłam do wniosku, że mnie nie przekonuje ta forma wyrazu...

      Usuń
  15. Mnie też to wkurza. W sensie kiedy faktycznie człowieka nie interesuje druga osoba. Bo wiadomo, czasem tak pisze, czy rozmawiam z kimś, kiedy faktycznie chcę się czegoś dowiedzieć. Natomiast najgorsze moim zdaniem nie jest samo pytanie, a te monosylaby: 'no' 'ok' 'aha' 'nom'. I upiorne 'xd'.

    OdpowiedzUsuń
  16. A myślałam, że tylko ja mam problem z pytaniami typu: Co tam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie miałam dawno do czynienia z dialogami tego typu, ale faktycznie takie 'co tam?' wydaje mi się mocno olewcze. Takie rzucenie ochłapu dla samego rzucenia... Prawda jest taka, że niewielu jest rozmówców, czy to na czatach, czy w realu, których interesuje coś więcej poza własnymi wywodami. Bo słuchać, to my zasadniczo nie potrafimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo odpowiadanie monosylabami i pretensje, że rozmówca konwersację zakończył...

      Usuń
  18. To "hej, co tam?" to odpowiednik angielskiego "How do you do?" i w końcu trzeba się do tego przyzwyczaić. Nawet, jeśli to irytujące, bo nic nie wskazuje na szybkie zaniknięcie hej-co-tamów. Powód jest prozaiczny: jak napisałaś; ludzie są żądni uwagi - chcą nam opowiedzieć o czymś, co się u nich wydarzyło lub- co bardziej prawdopodobne- co się nie wydarzyło.
    No i jak właściwie zacząć inaczej? Coś w stylu: "Witaj Kasiu! Od mojego ostatniego sms'a minęło sporo czasu! Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko gra,bo u mnie wszystko gra! Wszystko po staremu, no ale co u Ciebie? Z pozdrowieniami, Krysia" ? Jakaś alternatywa? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej szczegółowe pytania, np o pracę, o przyjaciół itd, a nie ogólniki typu "co tam?" :) pokazałoby się rozmówcy w ten sposób, że pamięta się o nim i słucha, co mówi :)

      Usuń
  19. No to tu mamy znowuż 2 opcje: znajomi i nieznajomi :) Nieznajomi pytani od razu o pracę czy rodzinę, posądzeni będą o nadmierną ciekawość tudzież szpiegostwo :) a u znajomych....takich dobrych, to chyba normalne to "co tam?" ?

    OdpowiedzUsuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.