piątek, 27 maja 2016

O niepochlebnych recenzjach i wstrętnych hejterach słów kilka


Czasami, gdy czytam blogowe recenzje – uściślę, że chodzi o recenzje książek – w mojej głowie rodzi się jedno pytanie: serio?
Ja rozumiem, że o gustach się nie dyskutuje, że gust rzecz święta, chroniona ustawowo przed atakami bezwzględnych, plujących jadem hejterów. Ja rozumiem, że dla niektórych ludzi nie liczy się poprawność językowa, spójna fabuła, że gotowi są piać z zachwytu nad każdą książką dającą nadzieję na lepsze jutro, dreszczyk emocji… stop, bo jeszcze wpadnę w ten przeintelektualizowany styl, którego nie znoszę u innych. Ja rozumiem, że nawet jeśli blogerowi wpadnie w ręce kiepska książka, to 49% nie będzie chciało czasu swego cennego marnować na pisanie recenzji, 49% książkę spali w ogniu piekielnym przed dobrnięciem do strony czternastej, a pozostałe 2%... no napisze, że słaba ta historyjka. Narażając się na lawinę oburzeń, wzburzeń, i innych burzeń fanów recenzowanego arcydzieła. Ale dobrzy ludzie… słuchajcie! A raczej czytajcie… 

sobota, 14 maja 2016

Inni mają gorzej



Inni mają gorzej – ile razy słyszałeś to, zastanawiając się, co Ci to niby daje? Inni mają gorzej – no dobra, mają, Ci mityczni „oni” którzy wszystkich znają, wszystko o wszystkim wiedzą, i są punktem odniesienia w każdej dyskusji. Myślisz, że Twój problem Cię przytłacza? Myślisz, głupcze, że ja Cię tu pocieszać będę? Mylisz się! Jak śmiesz twierdzić, że Ci źle, skoro INNI MAJĄ GORZEJ. Te trzy słowa to magiczne zaklęcie, które daje niesamowitego kopa w dupę, poprawia humor, napędza do działania, i ogólnie jest magiczne. I wspaniałe. To właśnie chciałeś usłyszeć, głupcze?

piątek, 6 maja 2016

Lepsza literatura...


Dzisiejszy tekst jest nawiązaniem do tego. Tak, polemizuję sama ze sobą, możecie zacząć bić.

Ludzie dzielą się na mężczyzn i kobiety. Na dzieci, dorosłych i emerytów. Na pełnosprawnych i niepełnosprawnych. Na hetero, homo, bi i aseksualnych. Czy to ulega wątpliwości? Nie. W taki sposób można dzielić także zwierzęta, rośliny, napoje, rowery, filmy, i temat tego tekstu, czyli książki. Literatura piękna, sensacyjna, psychologiczna, biografie. Poezja, proza, dramat. Zbiory opowiadań, nowel, reportaży, powieści. Czy taki podział kogoś bulwersuje? Obraża jego uczucia literackie? Nie. Problem zaczyna się, gdy ludzi, zwierzęta, rośliny, napoje, rowery, filmy i książki, dzielimy na lepsze i gorsze.
Na czym miałaby polegać wyższość mojej literatury nad Twoją? Krytycy, recenzenci i elity, na mało ambitnych, niewiele dających czytelnikom książkach nie pozostawiają suchej nitki. Ja też nie lubię 50 twarzy Greya – poświęciłam się, próbowałam przeczytać. Nie wiem, czy fatalny styl to wina autorki czy tłumacza, bo nie odważyłam się sięgnąć po oryginał. I co z tego, że mój cichutki głosik dołączy do setek niepochlebnych recenzji prasowych, blogowych i prywatnych przy piwie z kolegami? Grupa docelowa w tej książce znajdzie odskocznię od nudnej, szarej codzienności, i zachwalać ją będzie pod niebiosa. Czyli książka osiągnęła wyznaczony cel – przyniosła zysk, stała się popularna. Nie posiada żadnych walorów edukacyjnych, niedociągnięcia fabuły wołają o pomstę do nieba, a mimo to autorka oraz wydawcy zarobili na niej fortunę. Czy przez to kiepska pod kątem zawartości książka, czyli w tym przypadku 50 twarzy Greya jest lepsza od klasyki?