piątek, 6 maja 2016

Lepsza literatura...


Dzisiejszy tekst jest nawiązaniem do tego. Tak, polemizuję sama ze sobą, możecie zacząć bić.

Ludzie dzielą się na mężczyzn i kobiety. Na dzieci, dorosłych i emerytów. Na pełnosprawnych i niepełnosprawnych. Na hetero, homo, bi i aseksualnych. Czy to ulega wątpliwości? Nie. W taki sposób można dzielić także zwierzęta, rośliny, napoje, rowery, filmy, i temat tego tekstu, czyli książki. Literatura piękna, sensacyjna, psychologiczna, biografie. Poezja, proza, dramat. Zbiory opowiadań, nowel, reportaży, powieści. Czy taki podział kogoś bulwersuje? Obraża jego uczucia literackie? Nie. Problem zaczyna się, gdy ludzi, zwierzęta, rośliny, napoje, rowery, filmy i książki, dzielimy na lepsze i gorsze.
Na czym miałaby polegać wyższość mojej literatury nad Twoją? Krytycy, recenzenci i elity, na mało ambitnych, niewiele dających czytelnikom książkach nie pozostawiają suchej nitki. Ja też nie lubię 50 twarzy Greya – poświęciłam się, próbowałam przeczytać. Nie wiem, czy fatalny styl to wina autorki czy tłumacza, bo nie odważyłam się sięgnąć po oryginał. I co z tego, że mój cichutki głosik dołączy do setek niepochlebnych recenzji prasowych, blogowych i prywatnych przy piwie z kolegami? Grupa docelowa w tej książce znajdzie odskocznię od nudnej, szarej codzienności, i zachwalać ją będzie pod niebiosa. Czyli książka osiągnęła wyznaczony cel – przyniosła zysk, stała się popularna. Nie posiada żadnych walorów edukacyjnych, niedociągnięcia fabuły wołają o pomstę do nieba, a mimo to autorka oraz wydawcy zarobili na niej fortunę. Czy przez to kiepska pod kątem zawartości książka, czyli w tym przypadku 50 twarzy Greya jest lepsza od klasyki?
Osoby, które wspomnianym Greyem zachwyciły się od pierwszego wejrzenia, zapewne nazwą Lolitę mojego ukochanego Nabokova nudną, nieciekawą i niezrozumiałą. Krytycy, recenzenci i elity oburzą się na tę ignorancję – ja także się właśnie oburzam – i nie pozostawią suchej nitki na tych nieambitnych, którzy nie doceniają tejże wspaniałej literatury, a chełpią się czytaniem chłamu tonami. Umiejętności Nabokova, wszystkie jego gry słów, nawiązania do innych dzieł czy nieoczekiwane zwroty akcji, obce są autorom wspomnianego chłamu. Pisanie prostym językiem, tworzenie jasnej, przejrzystej – co nie oznacza, że sensownej i pozbawionej niedociągnięć – fabuły, pospolite postaci, z którymi czytelnik może się identyfikować… te i wiele innych czynników zapewnią zarobek szybciej, niż misterne zabiegi Nabokova. Ale czy to oznacza, że Nabokov jest gorszy od E.L. James? Nie. Oznacza to jedynie, że Nabokov pisał, bo umiał pisać – dla niekumatych, nie chodzi mi o umiejętność stawiania liter na papierze ani wystukiwania ich na klawiaturze, lecz o warsztat pisarski na wysokim poziomie. A E.L. James umie dobrze zarabiać na efektach swojej pracy – choć ile w tym jej wysiłków, a ile promocji, którą James się nie zajmowała?
Dla wielu ludzi nie ma znaczenia poprawność interpunkcyjna, ortograficzna, logika, spójność, ciąg przyczynowo-skutkowy, frazeologia i wszystkie te nudne, niezrozumiałe określenia wymyślone przez znudzonych językoznawców. Liczy się wciągająca, trzymająca w napięciu – najlepiej seksualnym – fabuła, ciekawa fabuła, niepowtarzalna fabuła, wspominałam już o intrygującej fabule? Czy osoba pragnąca odnaleźć na kartkach książki ociekający seksem seks, ociekające tajemniczością tajemnice i zagadkowe zagadki kryminalnie kryminalne, sięgnie po Lolitę, Pożegnanie z bronią, Nędzników? No, może od biedy Mistrz i Małgorzata, tylko po co przerywać rozlew krwi i tajemnicze zniknięcia jakimś Żydem gadającym z jakimś Piłatem? Piłat to chyba Jezusa ukrzyżował, co ten autor, heheheh. Dla takiego czytelnika – słowo „taki” nie ma wydźwięku pejoratywnego, broń borze (taki las) – lepszą książką będzie 50 twarzy Greya, pornosy Sylvii Day, albo nawet Pamiętnik lesbijki, nad którym zachwytów nie rozumiem i nie chcę rozumieć. Ale z tą książką rozprawię się kiedy indziej.
Ups, w swoich rozważaniach odbiegłam od tematu, jaki początkowo chciałam omówić. Już nadrabiam, pardon, mea culpa. Grupa docelowa czytelników dzieli się na dwie grupy docelowe: czytelników wymagających (interpretacja dowolna) i niewymagających (interpretacja także dowolna). Te dwie grupy docelowe dzielą się na dziesiątki mniejszych grupek i grupeczek docelowych, świadomie powtarzam „grupa docelowa”. Wspomniani na samym początku znawcy, miłośnicy klasyki, zwracający uwagę na poprawność językową, nie powinni marnować swojego czasu i nerwów na czytanie grafomańskich wypocin. Chyba że! mają anielską cierpliwość, lub za recenzje dostają pieniądze. A ktoś żądny silnych emocji, narastającego napięcia, tajemnic, seksu i zagadek kryminalnych, powinien sięgać po książki, które jego oczekiwania zaspokoją. Jeśli na poprawność językową uwagi nie zwraca – wybór jest duuuuużo większy.
To miłego czytania!

11 komentarzy:

  1. różnica między książkami wymienionymi jako klasyka a gównem pokroju Greya jest taka, że za kolejne 150 lat, ludzie nadal będą wiedzieć, co to Nędznicy, Lolita lub Hemingway a Grey zgnije w ciemnej piwnicy jakiegoś archiwum. no, chyba, że to będzie earl grey;) polecam z limonką i cukrem (i czniam, że niezdrowo;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie lubię słodkich herbat :(

      Usuń
    2. ja również nie. earl grey jest wyjątkiem, ponieważ tak podana smakuje najlepiej. to tak jak z tłumaczeniem książek- źle tłumaczonej lepiej nie czytać;)

      Usuń
  2. Greya nie znoszę i podobnie jak ty, przebrnęłam przez pierwszy tom ( ciskając go czasem o ścianę i właśnie zastanawiając się, czy to nie wina tłumacza) ale właśnie...wszystko dla ludzi. Sama czasem czytam Kunderę, Cotzee,Tołstoja czy Houellebecqu'a a nieraz dziwne kryminały, książki dla nastolatek w formie rozrywki..bo wszystko dla ludzi. Jedna z najinteligentniejszych kobiet jakie znam, była polonistka, babcia mojego przyjaciela, cytująca Homera i Dostojewskiego na całe strony kochała czytając...tandetne romansidła z gazet dla gospodyń domowych. Sprawiało jej to radochę. I w tym rzecz właśnie- w przyjemności, radości. Dla każdego co innego. I może, teraz tak się "stalujemy", ale na starość może damy sobie więcej luzu?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie zastanawiam się co będę robić na starość, pomyślę przy pierwszych zmarszczkach ;)

      Usuń
  3. Tylko, że między Grey'em a Lolitą jest jeszcze całe szerokie spektrum literatury i nie wszystko, co komercyjne jest złe, a wszystko co klasyczne jest dobre, bo to jak większość wyborów - kwestia gustu. W ramach kwestii gustu - akurat Lolita mi się nie podobała... bo nie lubię jak mnie główni bohaterowie irytują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jedynie Humbert nieziemsko wkurwiał, Lo i jej matki było mi po prostu szkoda :)

      Usuń
    2. Toteż właśnie on mi działał mocno na podniebienie i miałam problem z doczytaniem do końca :) A na końcu dopiero mnie wkurwił :D

      Usuń
  4. Są ludzie, którzy w każdym typie literatury się odnajdą, są tacy, którzy czytają tylko klasyki i tacy którzy czytają książki pokroju Grey'a. I dla mnie to jest piękne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Grey jest dla mnie dowodem na to, że ludzie będą czytać wszystko, co ma dobrą i głośną reklamę... Mam nadzieję, że Piotrek z komentarza wyżej ma rację i za 150 lat nikt o pani James i jej "Dziele" nikt nie będzie pamiętać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że to słuszna diagnoza

      Usuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.