poniedziałek, 20 czerwca 2016

Chcesz uprzykrzać ludziom życie? Zostań rekruterem!



Dziś wpis z życia żywcem na żywo wzięty – o rekruterach, którzy traktują młodych ludzi jak szmaty. 1000 sposobów na pokazanie człowiekowi, że jest gównem, tylko u nas!
Nie byłabym sobą – czyli studentką dziennikarstwa – gdybym swoich porażek nie przekuła w korzyści. Tak, porażek – poniosłam ich dokładnie 10 w ciągu dwóch tygodni, na 10 rozmowach kwalifikacyjnych. Porażki, bo nie uczyłam się na błędach, i naiwnie wierzyłam, że trafię na rekrutera przejawiającego ludzkie odruchy. Albo oni wszyscy namiętnie czytają Zaratustrę, albo „nadrabiają w ego to, czego brakuje im w superego” – cytując Larry’ego Davida jako Borisa Yelnikoffa. Porażki, bo rok temu spotkało mnie to samo, co spotyka teraz, a ja żadnej nauki z tego nie wyciągnęłam. Porażki, bo moich znajomych i rodzinę spotyka to samo, a ja żadnej nauki z tego nie wyciągnęłam. Nie przedłużając – oto kilka historyjek z życia mego i nie tylko mego, których wspólnym mianownikiem jest rekruter-nieudanyzaratustra.

            W pewnej księgarni nie otrzymałam zatrudnienia z powodu czytania książek. Serio. Dowiedziałam się, że zbyt ambitne książki czytam, a powinnam ludziom greje i Kasię Michalak wciskać. Podczas innej rozmowy w księgarni, pracę otrzymałam, a jakże. Nawet mi pani przemiła obiecała, że napisze dokładnie na którą godzinę mam przyjść. No i napisała. Dzień później. O 23. Że w sumie to mam nie przychodzić i ona mi powodzenia życzy. Powodzenia, mi kurwa, w szukaniu pracy życzyła. No cóż, nie poddałam się, dalej szukałam. Może branża odzieżowa? Przemiłe dziewczyny w moim wieku poinformowały mnie od razu po wejściu do sklepu, że mam pracę, że od pierwszego już będę pracować, że kierowniczka zadzwoni pod koniec miesiąca, no złote góry na mnie czekały! 29, 30, 31 … 1 dnia nowego miesiąca napisałam zniecierpliwiona, grzeczniutko pytając, co z tą moją robotą. Oj oj, zapomniałam napisać, że nowa kierowniczka przyszła, jak nie dzwoniła to pracy nie masz, raz dwa trzy odpadasz ty, powodzenia w szukaniu pracy! Wkurwiłam się, ale ta branża odzieżowa tak szybko mnie nie wypuściła. W innym sklepie odzieżowym przemiła rekruterka spytała, czy mogę sobie egzamin w sesji przesunąć i do pracy przyjść! Oczywiście! Panie profesorze, wiem że 160 osób na kierunku, że aula zarezerwowana, że godzina, że pan jeszcze 4 grupy ma, ale pan przesunie ten egzamin, bo ja do roboty muszę! Już widzę, jak profesorek się zgadza, i w czółko mnie całuje, powodzenia życząc. W ostatniej już odzieżówce, rozmowę przeprowadzał chłopak młodszy ode mnie, pracownik – co się pan menadżer/kierownik fatygować będzie. Zmieniłam więc branżę – gastronomio, nadchodzę! Woohoo, kelnerką będę! Pani na rozmowie w restauracji wręcz mnie błaga, żebym tę pracę wzięła, zachwala napiwki wysokie, no miód malina a nie praca! Tylko że… pani Kasiu, ja to mam już kandydatkę na to stanowisko, córka siostrzeńca kuzynki brata, rozumie pani… jak ona się nie sprawdzi, to ja zadzwonię. W drugiej restauracji to samo – tylko mniej nagabywania, a i tożsamość „kandydatki” tajna/poufna. Ale nie ma tego złego, jakaś czekoladziarnia, cukiernia taka szuka kelnerki… ojej, nie kelnerki? Jak to na kuchnię? To czemu w ogłoszeniu…? Pardon, zapomniałam, że to pracodawca zawsze ma rację, a jak nie ma racji patrz punkt wyżej. Dobra, spróbuję ostatni raz, sklep z napojami, świeżo wyciskane soki, koktajle, takie tam dla burżujów. Dzień próbny płatny, proszę przyjść, zapraszamy pojutrze o 14. Przychodzę. Pani która ze mną rozmawiała brak. Pracownicy zdziwieni, bo wiedzą, że jutro ma ktoś być na dzień próbny, a dziś… nie wiemy. Zostaję, robię co mi każą, kierowniczka łaskawie informuje, że jest jeszcze kandydatka, i że do końca tygodnia zadzwoni, czy pracę dostałam czy nie. Nie zadzwoniła. Pieniędzy zapewne nie dostanę, bo żadnego papierka na dzień próbny nie podpisałam. Jak żyć?
            Mój kolega natomiast pracę dostał. W sklepie spożywczym dostał. Nawet popracował koło miesiąca. I co z tego, skoro umowy brak, pomimo próśb, gróźb i nalegań? Nie teraz proszę pana szanownego, kierowniczkę główka boli, ja to nie wiem czy jakiegoś czegoś więcej psze pana nie musi pan donieść, jutro mnie nie ma, panie nie denerwuj się pan! Dobrze, że jak jebnął tym o ścianę, coby na czarno nie robić, to mu zapłacili to, co sobie wypracował. Ale miał szczęście – bo już inny kolega, pomimo podpisanej umowy, wynagrodzenia nie otrzymał. Bo nie.
            Jeżeli szukasz pracownika, daj buku studenta, ale nie wiesz, jak mu pokazać, że jest bezwartościowym gównem – skorzystaj z moich rad, a na pewno zepsujesz komuś dzień! A może masz lepsze pomysły na pognębienie młodych? Koniecznie podziel się nimi w komentarzu!!!

5 komentarzy:

  1. Ile ja się nasłuchałam na rozmowach kwalifikacyjnych. Masakra... Na szczęście już pracuję i co prawda sama werbuję ludzi, ale mam do tego normalne podejście. W końcu rozmawiam z ludźmi.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za paranoja żeby przez czytanie zbyt ambitnych książek nie dostać pracy?
    To jest według mnie nie normalne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli szukasz pracy w korpo wcale nie jest lepiej. Chodziłam z rekrutacji na rekrutację 10 miesiecy i dupa. Zawsze dostawalam sie do ostatniego etapu i koniec. Raz nawet zadzwonili z HR, że dostałam pracę, to się okazało, że HR nie pogadal z dyrektorem, który też miał już znajomego znajomego nagranego (pozdrawiam firmę Onninen). I wiesz co? Koniec końców na dobre mi to wyszło - dostałam się ostatecznie do zaiebistej firmy, w której siedzę już 8 lat. I nawet męża tam poznałam :) wszytko jest po coś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też jestem po dziennikarstwie, przez kilka lat chodziłam po bezpłatnych stażach i praktykach, by zdobyć choć trochę doświadczenia. O normalnej pracy nie było mowy, bo nie miałam albo wystarczającego doświadczenia, albo moje studia dziennie były przeszkodą, by dostać coś nawet na 1/3 etatu.

    Ostatecznie trafiłam do agencji reklamowej i w takich miejscach pracuję już od około 3 lat.

    Jeśli chodzi o rozmowy rekrutacyjne, to bardziej niż to, że pracę ciężko dostać, bardziej wkurzają mnie niektóre pytania/ zdania. Tak się składa że 2 miesiące temu zmieniałam pracę i bywałam na rozmowach, po ktorych wychodziłam naprawdę zniesmaczona. Miałam opowiadać o sobie w 10 sekund (rekruter miał ze sobą stoper!), biegać po biurze itp.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to przeczytałam, to mimo swoich niespełna 18 lat boję się już nie matury, a pracy właśnie - chociaż nie wiem, czy to taka dobra zamiana XD Mój brat po anglistyce i stosunkach międzynarodowych (i kilku miesiącach spędzonych w Stanach...) najpierw dawał korepetycje z angielskiego, a od jakiegoś czasu pracuje w korpo i jest bardzo zadowolony, ma fajnego szefa i współpracowników, a pracę dostał bez problemu, ale... może to też dlatego, że właśnie przez rodziców kolegi, którzy byli znajomymi szefa i wiedzieli, że ów szef szuka ludzi z dobrym angielskim...

    A jeśli chodzi o Twoją niedoszłą pracę w księgarni, to szczerze mówiąc przeraziła mnie trochę wypowiedzieć tej kobiety. To ja się chyba przestanę dziwić, że tak mało Polaków czyta cokolwiek, a jak już czyta, to właśnie takie gówienka jak Gray, skoro to właśnie jest im polecane, czy bardziej wciskane na siłę...

    OdpowiedzUsuń

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.