niedziela, 5 czerwca 2016

Żeby nie było nudno...



 Żeby nie było nudno - początek jednego z moich krótkich opowiadań. Napiszcie, jak Wam się podoba ;)

Zapach ziemi był pierwszym, co poczułem po przebudzeniu. Chociaż - czy było to przebudzenie, czy odzyskanie przytomności? Nie wiedziałem, co ziemia robiła tuż pod moją twarzą, nie wiedziałem, gdzie się znajduję, ani nawet jaka może być pora dnia. Powoli rozchyliłem powieki, pozwalając światłu słonecznemu oślepić mnie na chwilę. Zamrugałem kilkakrotnie, i bez wielkiego zdziwienia stwierdziłem, że leżę na mchu, w środku lasu. Jakby to było właśnie miejsce, w którym powinienem być. Gdy spróbowałem wstać, ból przeszył moją lewą nogę, od stopy aż do biodra. Jęknąłem głośno, lecz chwilę później zamilkłem. Nie, ból wcale nie zniknął. Przestraszyłem się, że mnie usłyszą. Że mnie znajdą i zabiorą tam z powrotem … Świadomość tego, co zrobiłem, i jak znalazłem się w lesie, spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, wywołując panikę i kompletnie mnie paraliżując. Czy już się zorientowali? Raczej nie. Co mi zrobią? Nie wiem. Nie byłem w stanie się ruszyć, i to wcale nie z powodu nogi.
***
Ciekawe, kiedy się zorientują. Tacy ludzie jak on powinni być lepiej pilnowani. Od zawsze sprawiał im problemy, pchał się tam, gdzie był najmniej potrzebny, słyszał i widział więcej niż powinien. Zapewne będę ostatnią osobą podejrzewaną o spisek. Zresztą, środków zwiotczających mamy tutaj w bród, ci z zamkniętego podają je każdemu, kto nie chce przyznać się do działalności na szkodę państwa. Ciekawe, czemu od razu przywożą ich do nas, a nie przesłuchują na komisariatach. Pewnie nie chcą brudzić rąk. To nie moja sprawa.
Powinien już odzyskać przytomność, wywieźli go godzinę temu. Nawet się podśmiewali, że zupełnie nagle kopnął w kalendarz. Gdyby ten idiota Marks nie był schlany, nie podpisałby aktu zgonu i wywózki bez gadania. Miałam tylko nadzieję, że nie obudzi się w aucie z Marksem – trzeźwym lub nie – nad głową, wtedy obydwoje trafilibyśmy na oddział zamknięty. Dużo ryzykowaliśmy, ale mówił, że innej opcji nie ma. Byliśmy odcięci od reszty świata, nawet reszty kraju. Jedyny radioodbiornik w pobliżu miasta znajdował się w Georgeville, zapadłej wsi, którą nikt poza nim nie zaprzątał sobie głowy. Nigdy nie powiedział ojcu, do czego służy ta maszyna, i dlaczego rozmawia przez nią w obcym języku, gdy przyjeżdża na przepustkę. Chciał go chronić, to zrozumiałe. Tylko tym razem odmówili mu przepustki, bo zaczęli podejrzewać, że może kontaktować się z Unią. Zawsze go ostrzegałam, że w końcu się zorientują i przestaną przymykać oko na jego wybryki. Ale on był zbyt pochłonięty tą swoją demokracją, państwami, gdzie nie ma godziny policyjnej, gdzie nie ma podsłuchów, a każdy może ubierać się jak chce. „Tam jest kilka partii politycznych, wyobrażasz sobie? Mają różne programy, i mogą spokojnie o nich mówić! A jak ludzie są z nich niezadowoleni, wymieniają ich na innych. Nie ma tam cenzury, w telewizji leci chyba kilka tysięcy programów… nie, nie żartuję! Wyobrażasz to sobie?” Nie, nie wyobrażam sobie. Gdyby nie pamięć o mojej zmarłej siostrze, dawno załatwiłabym mu pobyt na psychiatrii. On jedyny kochał ją tak mocno jak ja, i tak mocno przeżył jej śmierć. Od zawsze nienawidziła państwa, i w końcu dopadła ją za to kara. Zawsze ostrzegałam ją przed udziałem w demonstracjach, ruchach ulicznych, ale ona nie słuchała, i którejś nocy się doigrała. Śmiertelnie postrzelona w zamieszkach… prowokatorka… Gdybym spaliła jej dokumenty jeszcze przed pogrzebem, nigdy nie dowiedziałby się, jak kontaktować się z Unią, po żałobie wróciłby na swoją bezpieczną posadę w ministerstwie informacji i nie sprowadzałby na siebie ciągle kłopotów. Im dłużej o tym myślałam, tym głupszy wydawał mi się jego pomysł. Mnie nic nie zrobią, za bardzo mnie potrzebują. Uwierzą, gdy powiem że podpity Marks wywiózł nie tego co trzeba, a akt zgonu zdążę spalić. Ale jeśli złapią go nim dotrze do ojca…
***
- Tak nagle? – brew prezesa służb specjalnych uniosła się w niedowierzaniu – Tak nagle zmarł? Nie sądzisz że to dziwne, że do tej pory czuł się świetnie, a teraz nagle … gdzie jest akt zgonu?
- Nie zabrałem – przełknąłem z trudem ślinę. Widział, że mam kaca.
- Doprawdy?
- Był tylko jeden, powiedziała, że musi go włączyć do dokumentacji…
- Trzeba było poprosić o kopię! – krzyknął, podnosząc się z krzesła. Mimowolnie odskoczyłem. Gdy był wściekły – był nieobliczalny.
- Jak raczysz dojść do siebie po imprezie na służbie – kontynuował szyderczo – dołączysz do ekipy, która właśnie jedzie do jego domu. Przeszukasz go od piwnicy po strych. Jak będzie trzeba, zębami dogryziesz się do fundamentów. Masz się dowiedzieć, co dokładnie zamierzał. A jak już przekopiesz jego dom, pojedziesz do lasu, znajdziesz miejsce w którym go wyrzuciłeś – bo obstawiam, że w twoim stanie nie przywiązywałeś wagi do takich pierdół jak miejsca wyrzutu zwłok, i sprawdzisz co miał przy sobie. I radzę Ci zdążyć przez objazdem grabaży.
- Tak jest szefie – wydukałem. Bałem się, że znów zabierze mi premię, jak wtedy, gdy pozwoliłem uciec kilku przeciwnikom politycznym. Tamtej nocy były urodziny mojego brata, tłumaczyłem. Tylko dwa piwa, tłumaczyłem, choć wypiłem dużo więcej. Nie wiedziałem, kiedy się wymknęli. Gdyby nie to, że sam pół nocy pisałem akty zgonu, listy do rodzin, i sprawozdania z zamieszek, które nigdy nie miały miejsca, prawdopodobnie nie skończyłoby się tylko na obcięciu premii.
- I jeszcze jedno – dorzucił, gdy naciskałem klamkę – Umyj się, na litość boską.

Ps. Zgodnie z ustawą o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 4 lutego 1994, każdy, kto rozpowszechni ten tekst bez podania autora, może już szykować portfel, bo grzywna czeka ;) no chyba, że zasłuży sobie na zakład karny, to nawet 3 latka grożą. A jak ktoś jeszcze sobie wymyśli zarabianie na moim tekście bez mojej zgody i wiedzy, to na i 5 lat może iść siedzieć ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nigdy nie zostawiłam odnośnika do swojego bloga pod cudzym postem, i od moich czytelników wymagam tego samego. Słupa ogłoszeniowego tutaj nie będzie, a komentarze z linkami usuwam.